sobota, 5 września 2015

15.

~***~
- Ashton... to ja. - słysząc delikatny głos Kelsey, przymknąłem na chwilę powieki, oddychając z ulgą.
- Martwiłem się o ciebie, do cholery. - warknąłem ze złością, za którą kryła się jednak zwykła troska.
- Wiem, przepraszam... ja naprawdę żałuję, ale nie będzie mnie na pogrzebie Julie - wyszeptała drżącym tonem. Mimowolnie po policzku spłynęła mi łza na samo wspomnienie mojej siostry. Naturalnie, szybko wytarłem ją wierzchem dłoni, przy okazji spoglądając na zegarek. Już niedługo...
- Kels, gdzie się podziewałaś przez ten czas? - burknąłem, niby od niechcenia, chociaż to pytanie cały czas krążyło w mojej głowie. Zniknęła tak nagle, nawet nie mogłem się z nią pożegnać. A przecież się przyjaźniliśmy, tak? To chyba do czegoś zobowiązuje. Muszę przyznać, że nigdy nie zwracałem większej uwagi na brunetkę w szkole, ale odkąd poznałem ją bliżej stała się naprawdę bliska mojemu sercu. Uwielbiam się z nią drażnić, ale muszę przyznać, że czasami miewam głupie odczucie, że brązowooka na siłę stara mi się przypodobać, tak jakbym nie lubił jej za to kim jest.
- Wróciłam do Sydney, nie mogłam opuścić szkoły. Moi rodzice... cóż, oni są bardzo konserwatywni i chcą zapewnić mi świetlaną przyszłość. To trochę przytłaczające, ale cieszy mnie to, że interesuje ich mój byt. - mówiła szybko, a jej głos załamał się przy kilku słowach. Zmarszczyłem brwi, zastanawiając się, o co może chodzić. Ewidentnie mi czegoś nie mówiła. Usłyszałem po drugiej stronie jakiś męski głos, który przyznam sprawił, że, chcąc nie chcąc, zacisnąłem dłonie w pięści. - Muszę kończyć, Ash. Niedługo się zobaczymy, obiecuję. - rozłączyła się, zanim mogłem jej cokolwiek odpowiedzieć. Westchnąłem, nigdy nie zrozumiem tej dziewczyny. Założyłem czarną marynarkę od garnituru na tego samego koloru koszulę, wychodząc jednocześnie z mojej sypialni. W salonie czekali na mnie Calum, Michael a Luke'a, co ostatnimi czasy zdarzało się dość często, nie było w domu. Powiedział, że ma coś do załatwienia na mieście i że mamy na niego  nie czekać, bo dojedzie sam. Miałem złe przeczucia, ostatnio jakoś dziwnie się zachowywał. Nigdy nie wychodził, żeby porozmawiać z kimś przez telefon, niestety aktualnie prawdziwą rzadkością jest, aby odebrał przy nas połączenie i rozmawiał swobodnie. Znika na całe dnie i zapewnia nas, że nic się nie dzieje. Mam tylko cichą nadzieję, że nie wpakował się w jakieś kłopoty, bo, nie ukrywam, zawsze miał do tego skłonność. Chciałem go co nieco wypytać o tą sytuację, ale póki co, nie miałem do tego okazji.
- Możemy iść? - zapytał Hood, kładąc mi dłoń na ramieniu. Skinąłem ledwo zauważalnie głową i wyszliśmy z naszego apartamentu. Jutro wracamy do Australii, ale mama uparła się, żeby pogrzeb był tutaj, ponieważ blondynka właśnie w Anglii spędziła ostatnie lata swojego życia. Nadal nie mogę się pogodzić z tym, że nie żyje. To dla mnie takie nierealne, zawsze byliśmy nierozłączni, chociaż czasem wkurzało mnie to, że taki mały brzdąc łaził za mną i moimi kolegami. Muszę przyznać, że zbyt często jej dokuczałem i się z niej naśmiewałem, a teraz tego żałuje. Mimo wszystko jednak cieszę się, iż widziałem się z nią przed jej śmiercią. Nie darowałbym sobie tego, że nie wiedziałbym nic o jej codziennym życiu. Nie mogę się jednak pozbyć wrażenie, że nie wiedziałem o czymś istotnym, co ją kompletnie niszczyło. W mojej głowie wirowały miliony wiadomości, których za nic w świecie nie umiałem połączyć w jedną, spójną całość. Zielonooka wypełniała każdą, oddzielną komórkę mojego ciała. Każde jej głupie słowo odbijało się echem w głowie, czego efektem była bezsenność. Tego jest po prostu za dużo, to dla mnie zbyt wiele. Nie mam pojęcia, jak po czymś takim mam wrócić do normalnego trybu życia. Naprawdę konkretnie zastanawiam się nad rozwiązaniem zespołu, ale na to też nie mam obecnie czasu. Chciałbym na spokojnie porozmawiać z moimi przyjaciółmi i wytłumaczyć im wszystko tak, aby zrozumieli. Nie jestem pewien, czy zgodziliby się na rozwiązanie 5 Second Of Summer, chociaż dla mnie absolutnym pewnikiem jest moje odejście. Nie jestem w stanie wrócić do tego wszystkiego... chcę znowu wrócić do normy, do mamy, do Harrego. Zmieniłem się... ona mnie zmieniła. Sprawiła, że mam szansę być lepszym od poprzedniej wersji siebie. To dla mnie okazja na nowy początek, którego potrzebuję.
~***~
- Masz coś na niego? - syknąłem przez zaciśnięte zęby, mocno ściskając komórkę prawej w ręce.
- Na razie nie. - jęknął cicho, bojąc się mojej reakcji. Uderzyłem pięścią w pobliską ścianę. Za piętnaście minut zaczyna się pogrzeb słodkiej księżniczki, a ja muszę się użerać z jakimś kretynem, który nie ma nawet pojęcia o wydobywaniu czyichś brudów w tajemnicy przed tym kimś. Idiota...
- Posłuchaj mnie, jeżeli do jutra rana nie zdobędziesz tych dokumentów, osobiście rozstrzelam całą twoją rodzinę. Każdego po kolei. Rozumiesz?! - odpowiedziała mi głucha cisza. - Pytam, czy kurwa rozumiesz, głupku?! - wrzasnąłem, sprawiając, że jeden z przechodniów odwrócił się, posyłając mi zniesmaczone spojrzenie. Spiorunowałem go wzrokiem, przez co odwrócił się tyłem do mnie, idąc w stronę teatru. Kto w dzisiejszych czasach tam chodzi? Wywróciłem szybko oczami, nadal czekając.
- Rr... rrozumiem. - zająknął się chłopczyk, na co ja poirytowany już do granic możliwości, wcisnąłem czerwoną słuchawkę. Wsiadłem na motocykl i ruszyłem w kierunku cmentarza, gdzie miała się odbyć cała ceremonia. Tępo wpatrywałem się w trumnę, pod którą kryło się zmasakrowane ciało dziewczyny, będącej dla mnie całym światem, chociaż ona o tym nie wiedziała. Byłem wściekły, nie mogłem przestać patrzeć na jej prześladowcę. Przez cały czas zaciskałem szczękę, tylko po to, żeby nie rzucić się na niego z pięściami, co i tak ledwo mnie powstrzymywało. Wziąłem kilka głębokich wdechów, próbując się uspokoić, co nie odniosło wielkich skutków, ale udało mi się jakimś cudem przenieść wzrok na innych bliskich młodszej Irwin. Jej matka była w okropnym stanie, cały czas płakała, nie mogąc pogodzić się z tym, co się stało. Przyjechała dzisiaj specjalnie na tą ceremonię, ponieważ zdecydowali jednogłośnie z tym gwałcicielem, że ich dziecko będzie pochowane tutaj. Niezbyt mnie to cieszyło, ale musiałem pogodzić się z wolą rodziców. Anne przyjechała tutaj dopiero na pogrzeb, zabierając ze sobą brata Ashton'a, który na początku nie chciał jechać. Jak można nie chcieć przyjść na ostatnie pożegnanie z członkiem swojej rodziny?! No jak?! Obok mnie stał Ash i to na nim skupiłem teraz swój wzrok. Błędnym wzrokiem wpatrywał się w kawałek drewnianego pudła z zamkniętą w nim kochaną przez nas wszystkich osobą. Miał zaczerwienione i zaszklone oczy, prawdę mówiąc, jak każdy tutaj. Przyjaciele ze szkoły Julie również przyszli, a także jak mniemam ich rodzice, ewentualnie nauczyciele. Tylko ja nie uroniłem łzy nad jej grobem. Nienawidziłem się za to, ale nie potrafiłem tego zrobić. Moje tęczówki nieumyślnie znowu powędrowały do twarzy Phil'a. Nie wyglądał najlepiej, gdyż jego ciało pokrywały siniaki, krwiaki, blizny, a nawet szwy (na skroni), ale zdecydowanie nie było mi go szkoda. Zerkając na niego ukradkiem czułem satysfakcje. Odpowiedzialny za to, jak aktualnie wygląda mężczyzna, byłem ja i wcale nie było mi z tym źle. Czułem się z tym zaskakująco dobrze. Zamrugałem lekko zmieszany, orientując się, że już po wszystkim. Sztywno ruszyłem się z miejsca, jako pierwszy, kładąc na marmurowej płycie białe stokrotki, które zawsze mi się z nią kojarzyły. Były takie delikatnie i niewinne, zupełnie jak ona. Zaraz po mnie do miejsca pochówku zaczęli podchodzić, wszyscy dla których coś znaczył mój skarb. Dla mnie liczba tych osób była stanowczo za mała, ponieważ blondynka była wspaniałym, jasnym promykiem w tym szarym świecie, pełnym brutalności. Nigdy w życiu nie żałowałem niczego tak bardzo jak teraz ubolewam, że nie powiedziałem jej nic o moich uczuciach... prawdę mówiąc nawet nie wiedziałem co mnie z nią łączy, ale chciałem, żeby wiedziała, iż jest kimś ważnym w moim życiu i uwielbiam ją całą taką, jaka jest. Z tymi wszystkimi niepotrzebnymi komplementami, z tym uroczym śmiechem i tymi łzami, których nie mogłem znieść. Jest idealna, cała jej osobowość, charakter, wygląd. Wszystko... absolutnie wszystko czego zechciałaby, gotów byłbym dla niej załatwić. Z nią nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Nie ma dnia, żebym nie myślał o naszej "randce", żebym nie czuł na moich wargach jej ciepłych, miękkich ust. O niej się po prostu nie da zapomnieć. To zbyt trudne dla mnie. Do tej pory pamiętam, jak zaczęła się nasza znajomość i tego chyba żałuje najbardziej, bo straciłem tyle dni na idiotyczne kłótnie, nie mające większego sensu. Gdyby nasza relacja od początku opierała się na dobrych początkach, może dziś tęskniłby za zmarłą dziewczyną, a nie za zmarłą "przyjaciółką". To ona nauczyła mnie, że mimo odrzucenia można się nie czuć upokorzonym. To ona udowodniła mi, że seks nie jest najważniejszy, bo jest coś po za tym. Gesty, słowa, czułości... dla mnie to było wystarczające. Mógłbym spędzić całą wieczność na przytulaniu jej i nie chciałbym niczego więcej. Ni rozumiem, czemu los ukarał akurat ją. Nie znam bardziej kruchego człowieka, a na nią spadło tak wiele nieszczęść. Byłem... nie... ja nadal jestem pod ogromnym wrażeniem jej wytrwałości. Owszem upadała i to nie raz, ale za każdym razem podnosiła się i szła dalej. Cieszę się, że chociaż kilka razy miałem szansę pomóc jej wstać. Zobaczyć z bliska, jak odżywa na nowo, jak tryska nową energią. Niesamowite przeżycie, którego prawdopodobnie już nigdy nie doświadczę u innej dziewczyny. Nawet nie wiem, czy bym chciał inną. Liczyła się, liczy i liczyć będzie tylko ona. Zawsze i na zawsze. 

***
Kochani! Nareszcie! Udało mi się napisać 15 rozdział, chociaż muszę przyznać, że miałam z tym niemałe trudności. Głównie wpływał na to brak czasu... tak moi drodzy, z przykrością uświadamiam, że o ile do tej pory posty dodawane były w jako takiej regularności, o tyle teraz w roku szkolnym nie macie na co liczyć. Jestem w trzeciej gimnazjum i teraz trzeba się już konkretnie przyłożyć do egzaminu, a i mój plan mnie nie zadowala... mam codziennie siedem lekcji, a w środę osiem, chociaż piątek jest prawdziwym rekordzistą, gdyż w szkole jestem przynajmniej do 16. Zabijcie mnie :( Chciałabym Was zapytać, jak wam minął pierwszy tydzień? Też czujecie się tak, jakbyście chodzili do szkoły co najmniej miesiąc? Bo ja zdecydowanie tak. Liczę na Waszą konkretną opinię pod komentarzem, bo o to zawsze ciężko. Przy okazji chciałam zaprosić Was na mojego drugiego bloga, którego prowadzę z Kuniboi, nie będę zdradzać danych osobowych. Serdecznie zapraszam i proszę o komentarze, miśki! No one will know the truth zaglądajcie żabki. Jeżeli bardzo zależy Wam, aby być na bieżąco z tym, co dzieje się u mnie i jak postępy w pisaniu, to zapraszam na konto na twiterze, jeżelo dacie mi follow, obiecuję fback >>> @kujonek13. Zapraszam! No i na koniec tej jakże "krótkiej" notki pod rozdziałem, dedykuję ten rozdział mojej kochanej bezd frjend forywyr pod pseudonimem STASZKA. Nie pytajcie mnie, skąd go wytrzasnęła, bo szczerze Wam powiem, że pojęcia nie mam xD Także ten, speszal for ju, wieśniaro :* Jęczałaś mi nad uchem, żeby pisać, to zamiast oglądać do uja wafla Olafa na Polsacie, to ja ci piszę czapter. Zemszczę się, bycz ♥ a teraz już naprawdę na koniec ulubiony cytat z krainy lodu, której nie oglądam, bo wieśniara kazała mi pisać. *Olaf roztapiasz się* *Bo dla niektórych to warto się roztopić* * Ej bo po łapach tu się dialog toczy* * O dobra wróżba będę nadziany* Wiem, że miał być jeden, ale to je Olaf tego trzea więcej niż się powinno. Pozdrawiam wszystkich czytelników i cb wieśniaro... jaraj się, wspomniałam o tb.